Newsletter française
Merci! Dans les prochaines minutes, vous recevrez un e-mail avec un lien. Veuillez cliquer sur le lien pour confirmer votre abonnement.
Samson, wampir, boryka się z problemem, z którym nigdy nie spodziewał się mieć do czynienia: stracił ochotę na intymność – i żadna z sugestii jego terapeuty nie przynosi rezultatów.
Wszystko zmienia się, gdy przypadkowe spotkanie sprawia, że urocza, śmiertelna audytorka Delilah wpada prosto w jego ramiona podczas tajemniczego ataku. Od chwili, gdy Samson ją ratuje, coś w nim się budzi – coś, co uważał za dawno utracone.
Połączeni nieodpartą chemią, Samson przekonuje samego siebie, że jedna noc wystarczy, by zaspokoić jego ciekawość i przywrócić mu pewność siebie. Jednak gdy Delilah ponownie staje się celem ataku – i znaleziono ciało – Samson zdaje sobie sprawę, że jest w to uwikłany znacznie głębiej, niż zamierzał.
Teraz musi chronić kobietę, która budzi w nim uczucia, ukrywać swoją prawdziwą naturę wampira oraz odkryć niebezpieczne tajemnice, o których Delilah może nawet nie wiedzieć, że je skrywa.
Bo jeśli poniesie porażkę, nie tylko straci jej zaufanie – może stracić ją na zawsze.
— Pozwól mi obciągnąć pana.
Wampirzyca pociągnęła za pasek spodni Samsona. Wysunęła jego wciąż uśpioną męskość z ucisku dżinsów i objęła ją swoimi wspaniałymi wargami. Patrzył z góry, jak jej szkarłatne usta zaciskają się na nim, pracując w szaleńczym tempie. W górę i w dół, głęboko i mocno, w obezwładniającym cieple i wilgoci.
Obejmowała dłońmi jego jądra, pieszcząc je w idealnym rytmie; jej talent był niezaprzeczalny. Samson zanurzył palce w jej włosach i poruszał biodrami, instynktownie szukając większego tarcia.
— Mocniej — wychrypiał.
Chętnie spełniła jego prośbę, a odgłosy jej żarliwych pieszczot odbijały się echem od ścian słabo oświetlonego pokoju. Samson pozwolił, by jego wzrok błądził po jej skąpo odzianym ciele: kuszące krągłości, kształtne pośladki, a nawet całkiem ładna twarz — miała wszystko, czego mógłby pragnąć od kochanki. Była biegła w sztuce miłości ustnej i bez wątpienia gotowa przyjąć wszystko, co mógłby jej ofiarować. To ostatnie szczególnie mu pochlebiało.
Jednak mimo jej zwinnego języka, mimo silnego ssania i bijącego od niej entuzjazmu, pożądana reakcja nie nadchodziła. Cierpliwość wampirzycy szła na marne. Nic się nie poruszyło.
Jej głowa rytmicznie pracowała, długie brązowe włosy muskały jego skórę, plącząc się w kępkach u dołu brzucha, a jednak jego ciało pozostawało martwe. Czuł się tak, jakby robiła to komuś innemu, a on jedynie oglądał stare, nudne porno.
W końcu odepchnął ją, upokorzony, sfrustrowany i boleśnie niezaspokojony. Gdyby wampiry potrafiły rumienić się ze wstydu, jego twarz byłaby teraz tak czerwona jak usta tej kobiety. Na szczęście ta słabość zarezerwowana była dla śmiertelników.
Pośpiesznie schował swoje bezużyteczne przyrodzenie do spodni i jeszcze szybciej zaciągnął suwak. Korzystając z wampirzej prędkości, niemal natychmiast zniknął z jej oczu.
Tydzień po tym żenującym incydencie jego przyjaciel, Amaury, przyszedł do niego z pewną propozycją.
— Po prostu spróbuj, Samsonie — nalegał. — Ten facet jest dyskretny. Nikomu nie piśnie słowa.
Samson nie mógł uwierzyć własnym uszom. — Psychiatra? Chcesz, żebym poszedł do psychiatry?
— Mnie kiedyś pomógł. Co masz do stracenia?
Swoją godność. Swoją dumę — pomyślał Samson.
— Cóż, skoro za niego ręczysz, spróbuję.
Uległ, choć bez przekonania.
— Tylko nie oceniaj go po wyglądzie — dodał na odchodnym Amaury.
Gabinet psychiatry wyglądał jak marna puenta jeszcze gorszego dowcipu. Kiedy Samson wszedł do dusznej piwnicy, w której lekarz prowadził praktykę, poczuł przemożną ochotę, by się wycofać. Ale recepcjonistka już go dostrzegła. Posłała mu przesłodzony uśmiech, prostując plecy, by wyeksponować imponujący biust.
Wspaniale. Psychiatra przyjmujący w lochu i lalka Barbie na straży!
— Panie Woodford, proszę wejść. Doktor Drake już na pana czeka — powiedziała, trzepocząc rzęsami i przechylając głowę tak, by wyeksponować linię szyi. Dawała mu jasno do zrozumienia, że chętnie pozwoliłaby się ugryźć. To było zaproszenie do intymnego aktu, któremu musiałby odmówić — nie dlatego, że była wampirzycą, ale dlatego, że zupełnie nie była w jego typie.
Gdy tylko znalazł się w gabinecie Drake’a, zrozumiał swój błąd. Zamiast tradycyjnej kozetki stała tam trumna. Jeden z bocznych paneli został usunięty, by pacjent mógł wygodnie się w niej wyciągnąć, jak na szezlongu.
Ten facet musiał być szaleńcem. Żaden szanujący się, nowoczesny wampir nie pozwoliłby się znaleźć w trumnie, nawet po śmierci! Wampiry w San Francisco starały się wtopić w tłum, przejmując ludzki styl życia. Trumny wyszły z mody wieki temu; teraz liczyły się materace ortopedyczne najwyższej klasy.
Chudy mężczyzna obszedł biurko i wyciągnął rękę na powitanie.
— Jeśli myśli pan, że położę się w tym pudle, to grubo się pan myli — warknął Samson.
— Widzę, że czeka nas sporo pracy. — Niezrażony gburowatym tonem lekarz wskazał na wygodny fotel.
Samson usiadł niechętnie. Doktor Drake opadł na krzesło naprzeciwko i zamilkł. Żaden mięsień na jego twarzy nie drgnął, nie wykonał najmniejszego gestu. Po prostu siedział i wpatrywał się w gościa. Czując narastający dyskomfort pod tym świdrującym spojrzeniem, Samson mocniej zacisnął dłonie na oparciach fotela. Jego ramiona zesztywniały, gardło się ściisnęło, a krew zaczęła pulsować w żyłach z taką siłą, że czuł się jak balon z helem tuż przed wybuchem.
— Możemy zacząć? Zdaje się, że płacę panu za każdą godzinę — rzucił, postanawiając przejść do ofensywy.
Uśmiech doktora Drake’a był ledwie zauważalny, a jego postawa nienaganna. — Zaczęliśmy w chwili, gdy pan tu wszedł, ale jestem pewien, że pan o tym wiedział — odparł spokojnie.
Ta subtelna reprymenda zabolała. — Rzeczywiście.
— Od jak dawna ma pan te problemy z agresją?
To pytanie zupełnie go zaskoczyło. Było jak cios zadany przez niepozorną staruszkę — nieoczekiwany, nieuzasadniony i całkowicie nie na miejscu. Bezpośredni atak na jego i tak już nadszarpniętą psychikę.
— Problemy z agresją? Nie mam żadnych problemów z gniewem. Jestem tu z powodu… Problem polega na tym, że… — Boże, od kiedy to nie potrafił wypowiedzieć słowa seks bez zażenowania? Nigdy nie miał trudności z wyrażaniem się w sypialni. Jego słownictwo obejmowało bogaty wachlarz dosadnych określeń, których używał bez wahania, gdy sytuacja tego wymagała.
— Rozumiem. — Lekarz skinął głową, jakby posiadł jakąś tajemną wiedzę. — Uważa pan, że to problem natury seksualnej. Interesujące.
Czy ten człowiek potrafił czytać w myślach? Samson wiedział, że niektóre wampiry posiadają nadzwyczajne dary — pamięć fotograficzną, jak on sam, czy zdolność wyczuwania emocji. Ale czy takie talenty były powszechne?
— Czyta pan w moich myślach?
Drake potrząsnął głową. — Nie. Ale pana przypadek nie jest rzadki. Łatwo to wywnioskować. Wykazuje pan oznaki skrajnego gniewu i frustracji. — Odchrząknął i pochylił się do przodu. — Panie Woodford, doskonale wiem, kim pan jest. Prowadzi pan jedną z najprężniej rozwijających się firm w naszym świecie. Jest pan niewyobrażalnie bogaty… i proszę mi wierzyć, nie wpłynie to na wysokość mojego honorarium.
— Oczywiście, że nie — przerwał mu Samson. Ten szarlatan na pewno wyciśnie z niego tyle, ile się da.
— A jednak od dłuższego czasu nie widuje się pana na salonach, gdzie powinien pan brylować i zabiegać o względy pięknych kobiet. Przypuszczam, że pana rozstanie z panną Hampstead…
— Nie przyszedłem tu, żeby o niej rozmawiać! — warknął Samson.
Za nic w świecie nie chciał wypowiadać jej imienia. Nie była już częścią jego życia, a samo wspomnienie o niej sprawiało, że kły swędziały go z chęci mordu. Strzelił palcami i zastanawiał się mściwie, czy pękający kark kobiety wydałby podobny dźwięk.
— Nie, nie przyszedł pan o niej rozmawiać. A jednak wszystko sprowadza się właśnie do niej, prawda? Może być tylko jedna przyczyna tego stanu rzeczy. Obaj wiemy, jaka. Pytanie brzmi: czy mi pan zaufa i pozwoli sobie pomóc?
Samson postanowił trzymać się zaprzeczeń. To zawsze była najskuteczniejsza strategia. — Pomóc w czym?
— W opanowaniu gniewu.
— Mówiłem już: to nie gniew jest problemem.
— Owszem, uważam, że właśnie on. Cokolwiek zrobiła lub powiedziała, rozgniewało pana tak mocno, że zablokowało pański popęd. Zupełnie jakby chciał pan uniknąć jednej rzeczy.
— Jakiej?
— Pozwolenia sobie na słabość.
— Nie jestem słaby. Nigdy nie byłem, odkąd stałem się jednym z nas. — Wrażliwość była dla niego synonimem porażki.
— Nie mówię o sile fizycznej. Wszyscy znamy pana potęgę. Mówię o emocjach. Każdy je ma i każdy się z nimi zmaga. Proszę mi wierzyć, mój kalendarz pęka w szwach od spotkań z wampirami, które nie radzą sobie z własnym wnętrzem.
Psycholog znów zawiesił na nim to swoje wyćwiczone spojrzenie. Samson poczuł, że nie może dopuścić go bliżej. Emocje były niebezpieczne — obnażały człowieka, czyniąc go bezbronnym.
Wstał gwałtownie z krzesła. — To nie zadziała.
— Odkąd zaczęliśmy asymilować się z ludźmi — kontynuował Drake, również wstając — liczba moich pacjentów wzrosła czterokrotnie. Próba życia na ludzką modłę odbiła się na wielu z nas. Musimy teraz stawiać czoła uczuciom, które przez wieki trzymaliśmy w ukryciu. Nie jest pan sam. Mogę panu pomóc.
Samson pokręcił głową. Nikt nie mógł mu pomóc. — Proszę przysłać rachunek. Żegnam.
Wyszedł, trzaskając drzwiami.
Cóż, seks i tak był przereklamowany. Musiał tylko w to uwierzyć. Czasami, w głębi nocy, niemal mu się to udawało. Ale prawda była bolesna: kochał to — spocony, namiętny, dziki seks. Jednak żadna kobieta nie była w stanie go już rozpalić. Bez względu na starania, jego ciało odmawiało posłuszeństwa.
Nigdy nie słyszał, by coś takiego przytrafiło się wampirowi. Potencja była tak nierozerwalnie związana z ich naturą jak pragnienie krwi czy lęk przed słońcem. Tylko ludzie bywali impotentami. Gdyby ta wiadomość wyszła na jaw, straciłby szacunek, a wraz z nim władzę, wpływy i autorytet. Ta perspektywa przerażała go tak bardzo, że w końcu uległ i wrócił do tego lochu, do psychiatry i jego plastikowej recepcjonistki.
Samson zmrużył oczy, odganiając wspomnienia ostatnich dziewięciu miesięcy. Podszedł do barku w swoim eleganckim salonie i nalał sobie kieliszek ulubionej grupy krwi. Wypił go jednym haustem, niczym kieliszek tequili. Gęsty płyn zwilżył gardło i na chwilę uciszył głód, tłumiąc przy okazji łaknienie innych rozkoszy. I dobrze — żadne inne pragnienia nie zostaną dziś zaspokojone.
Tak samo jak przez ostatnie dwieście siedemdziesiąt sześć nocy. Nie żeby to liczył.
Niezaspokojona żądza sprawiała, że miał ochotę się upić, byle zapomnieć, ale alkohol nie działał na organizm wampira. Co by teraz dał za odrobinę błogiego otępienia. Był jednak trzeźwy i bystry jak zawsze — mimo faktu, że tej nocy kończył dwieście trzydzieści siedem lat. I dopóki ktoś nie przebije go kołkiem, pozostanie dokładnie taki, jakim był teraz: młody, silny… i bezsilny.
Dźwięk telefonu przeciął ciszę panującą w apartamencie. Samson zerknął na zegar. Dochodziła dziewiąta. Przez chwilę bił się z myślami, czy odebrać, ale nawyk zwyciężył.
— Słucham?
— Hej, jubilacie! Jak tam stoi… sprawa?
Niefortunny dobór słów.
— O co chodzi, Ricky?
— Chciałem tylko złożyć ci życzenia i zapytać, co porabiasz wieczorem.
Samson nie rozumiał, dlaczego Ricky wciąż brnie w tę fikcję. Czy nie wiedział, że ma tyle samo talentu do kłamstwa, co zakonnica do tańca na rurze?
— O której wszyscy przychodzą? — zapytał, nie mając siły na gierki.
— Co? O czym ty mówisz? — Niewinny ton również nie był mocną stroną przyjaciela.
— O której zamierzacie mnie zaskoczyć imprezą? W zeszłym roku zrobiliście dokładnie to samo.
— Skąd wiedziałeś? Nieważne. Chłopaki chcieli mieć pewność, że będziesz na miejscu. Więc nigdzie się nie ruszaj. A jeśli nasza druga niespodzianka dotrze przed nami, zatrzymaj ją u siebie.
Ją? No pięknie.
— Kiedy w końcu zrozumiecie, że nie interesują mnie striptizerki?
Nigdy go nie kręciły i to się nie zmieni.
Ricky roześmiał się. — Nawet tak nie mów. Ta jest wyjątkowa. Nie jest zwykłą tancerką. Oferuje… usługi dodatkowe.
Na to słowo Samson uniósł brwi, choć nic innego w jego ciele nie drgnęło.
— Myślę, że zrobi dla ciebie coś… wiesz, o co mi chodzi. Jest naprawdę dobra, więc daj jej szansę, okej? To dla twojego dobra. Nie możesz tak dalej żyć. Holly powiedziała, że…
— Holly?! Powiedziałeś o tym, do jasnej cholery, Holly?! Oszalałeś? To największa plotkara w całym półświatku! Powierzyłem ci to w tajemnicy! Jak mogłeś?!
Samson poczuł, jak wysuwają się mu kły — to była instynktowna reakcja, której nie potrafił stłumić. Każdy śmiertelnik na widok tych ostrych kłów uciekałby, gdzie pieprz rośnie, ale Ricky nie był człowiekiem i trudno było go zastraszyć.
— Uważaj, jak mówisz o mojej dziewczynie, Samsonie. Ona nie plotkuje. Zresztą to ona zaproponowała tę dziewczynę. To jej przyjaciółka.
Cudownie! Przyjaciółka Holly. Na pewno będzie świetna! Dlaczego jego kumple nie wpadli na to wcześniej?
— Odwołaj to!
— Przykro mi, już za późno. Do zobaczenia!
Zanim Samson zdążył wykrzyczeć zjadliwą ripostę, Ricky się rozłączył. Trzymając słuchawkę w dłoni, Samson czuł się żałośnie bezradny.
Genialnie. Skoro Holly już wie o jego małym problemie, niedługo dowie się o tym całe podziemie San Francisco. Będzie pośmiewiskiem na każdym przyjęciu, tematem każdego wampirzego dowcipu. Ile czasu jej to zajmie? Dzień? Godzinę? Pięć minut? Kiedy zaczną się szepty za jego plecami? Kiedy dowiedzą się o tym absolutnie wszyscy, łącznie z jego ulubionymi nietoperzami?
Mógł równie dobrze wykupić całostronicowe ogłoszenie w Wampirzej Kronice SF, żeby oszczędzić jej trudu.
Samson Woodford, najatrakcyjniejszy kawaler wśród wampirów, nie może stanąć na wysokości zadania!
Zapraszam do zapisania się do mojego newslettera, aby otrzymywać powiadomienia o nowych książkach.